Widmo referendum krąży nad Bośnią

Milorad Dodik i Catherine Ashton po rozmowach w Banja Luce

Ostatni, dopiero co zażegnany, kryzys polityczny w Bośni rozpoczął się wraz z przyjęciem 13 kwietnia przez Zgromadzenie Narodowe Republiki Serbskiej (izba niższa parlamentu RS) decyzji o przeprowadzeniu referendum, które podważyć miało autorytet instytucji ogólnopaństwowych i ograniczyć ich jurysdykcję. Referendum było pomysłem Milorada Dodika, a pytania skierowane do Serbów miały być dwa: pierwsze dotyczyło tego, czy Republika Serbska powinna zaprzestać współpracy z trybunałem Bośni i Hercegowiny zajmującym się ściganiem zbrodni wojennych, drugie odnosiło się do „łamiących konstytucję” działań Wysokiego Przedstawiciela społeczności międzynarodowej w Bośni.

Klincz

Decyzja o referendum wywołała natychmiast oburzenie w Sarajewie. Bośniacy ostrzegali, że podważenie władzy jednej z instytucji federacyjnych (ogólnopaństwowych) wywoła efekt domina i demontaż państwa, co zakończy się rozpadem kraju. Valentin Inzko, Wysoki Przedstawiciel, skrytykował decyzję Serbów i określił ją jako rozpoczynanie nieodpowiedzialnego procesu wymierzonego w zasadniczy element systemu daytońskiego. Zagroził także unieważnieniem decyzji parlamentu Republiki Serbskiej jeśli jej władze same jej nie anulują. Jednocześnie Inzko ocenił, że Bośnia przechodzi najpoważniejszy kryzys polityczny od zakończenia wojny w 1995.

Strategia

Dodik nie zamierzał ustąpić. Argumentował, że trybunał ścigający zbrodniarzy wojennych dyskryminuje Serbów, o czym świadczyć ma fakt, że od początku jego działania ścigano i skazano znacznie więcej Serbów niż Chorwatów czy Bośniaków. Zresztą nie pierwszy raz urzędnicy Republiki przypuścili atak na instytucje bośniackie. Obstrukcja parlamentarna i podważanie uprawnień władz centralnych to od wielu lat stały element strategii Serbów mającej osłabić Bośnię i zapobiec tendencjom zmierzającym do zjednoczenia kraju.

Interwencja

Mimo że referendum miałoby charakter doradczy, decyzja Republiki Serbskiej wywołała burzę w kraju. Znowu Bośniacy poczuli się zagrożeni i znowu kryzys polityczny sparaliżował politykę. Sytuacji nie ułatwiał fakt, że od październikowych wyborów nie udało się dotąd wyłonić rządu centralnego. Bruksela musiała interweniować. Do Banja Luki, stolicy Republiki Serbskiej, przyjechała na bezpośrednie rozmowy z Dodikiem Catherine Ashton, szefowa europejskiej dyplomacji. Po spotkaniu, na wspólnej konferencji, obwieszczono zażegnanie kryzysu. Dodik obiecał anulowanie decyzji o referendum a Ashton zapowiedziała, że UE powoła komisję, która zajmie się oceną systemu sądownictwa w Bośni i sformułowaniem rekomendacji dla przyszłej reformy.

Mąż stanu?

Milorad Dodik jest od wielu lat czołowym politykiem Republiki Serbskiej cieszącym się niesłabnącym poparciem, można go śmiało nazwać jej liderem. Nie zagraża mu właściwie żadna licząca się siła opozycyjna. Serbowie stoją za Dodikiem murem i wierzą, że jest najlepszym obrońcą ich interesów. Dodik wydaje się znacznie lepiej rozgrywać mity narodowe niż na przykład Boris Tadić, prezydent Serbii. Mimo, że po spotkaniu z Ashton ogłoszono zażegnanie kryzysu, pierwszy tryumf brukselskiej dyplomacji i uratowanie stabilności Bośni, interpretacja nie wydaje się taka oczywista. Otóż Dodik zapewne nie porzuci swojej dotychczasowej strategii. Idea referendum powróci wcześniej czy później – to prawie pewne. Z kryzysu Bośnia nie wyszła silniejsza. Serbowie znowu przypomnieli, że z trudem tolerują wspólne państwo i zasygnalizowali, że mają instrumenty by jego istnienie podważyć. Co więcej ich pomysł podważający powojenny porządek nie spotkał się z potępieniem, ale został poważnie potraktowany przez najwyższe władze Unii Europejskiej. Sama baronowa Ashton przybyła pertraktować z Dodikiem, w ten sposób uznając go za równoprawnego partnera. Dodik tym samym umocnił swój wizerunek męża stanu broniącego serbskich interesów. Dzisiaj niektórzy obserwatorzy sytuacji na Bałkanach zastanawiają się gdzie może go ta niezagrożona pozycja zawieść i czy jego ambicje nie sięgają poza Republikę Serbską.

Echo

Niedługo po zażegnaniu kryzysu referendalnego, 1 czerwca, główny bośniackie dziennik Dnevni Avaz doniósł o wypowiedzi Ivicy Dačicia, ministra spraw wewnętrznych Serbii, dla mediów, w której zaproponował zjednoczenie Republiki Serbskiej z Serbią i podział Kosowa między Albanię i Serbię. Gazeta określiła wypowiedź jako „skandaliczną”, ale o żadnym odwołaniu słów ze strony ministra nie było dotąd słychać. Jak widać granice na Bałkanach wciąż nie są rzeczą niepodważalną, a przyszłość Bośni pozostaje niepewna, bez względu na na małe zwycięstwa baronowej Ashton.

Przypisy

Na mocy kończących wojnę porozumień z Dayton z 1995 Bośnia i Hercegowina jest federacją podzieloną na dwie części składowe: Republikę Serbską i Federację Bośni i Hercegowiny (wspólnie zarządzanej przez Chorwatów i Bośniaków). Nad systemem politycznym Bośni i Hercegowiny nadzór sprawuje Wysoki Przedstawiciel społeczności międzynarodowej (będący równocześnie Specjalnym Przedstawicielem Unii Europejskiej), który od 1997 może dekretami ustanawiać prawo w Bośni, unieważniać decyzje demokratycznych instytucji i zwalniać urzędników państwowych. Uprawnienia te przyznano mu w celu usprawnienia działania systemu politycznego tego kraju, jednak dziś są krytykowane za niedemokratyczny charakter i brak pozytywnych, długofalowych efektów.

Opublikowano Bośnia i Hercegowina | 1 komentarz

Od biedy do rewolucji

W ostatnią sobotę ponad pięćdziesiąt tysięcy Serbów protestowało na ulicach Belgradu przeciwko rządowi. Choć daleko tej demonstracji do zamieszek jaśminowej rewolucji czy zajść na kairskim Placu Tahrir, to jednak przyczyna wszystkich tych wydarzeń jest podobna. Da się ją określić jednym słowem: bieda.

Gwałtowne zubożenie szerokich grup społecznych w wielu krajach rozwijających się jest w dużym stopniu pochodną obecnego kryzysu finansowego. W czasie zamieszek w Tunezji media europejskie oburzały się zdjęciami plądrowanych sklepów i ludzi wynoszących ubrania przez rozbite okna wystawowe butików znanych na całym świecie marek. Miał to być mniej romantyczny obraz rewolucji. W istocie jednak w dużej mierze o to chodzi w każdej rewolucji, o wymierzenie sprawiedliwości – takiej jakiej chce tłum. Przez trzydzieści lat rządów Mubaraka Egipcjanie nie protestowali masowo przeciwko władzy, żądania demokracji eksplodowały w momencie kryzysu ekonomicznego. A cały proces rozpoczął się od samopodpalenia Tunezyjczyka, który nie mógł znaleźć pracy. O ile społeczeństwa wysoko rozwinięte muszą zaciskać pasa i ograniczać konsumpcję, o tyle w krajach rozwijających się chude lata oznaczają dla setek milionów ludzi egzystencję poniżej granicy ubóstwa. Niestety procesy te nie omijają również Bałkanów.

Niezadowolenie na ulicach

Manifestacja w Belgradzie rozpoczęła się wczesnym popołudniem w sobotę. Zgromadziła, według policji około 55 tysięcy uczestników, jednak organizatorzy szacują ich liczbę aż na 70 tysięcy. Organizatorzy, czyli przede wszystkim prowadząca w sondażach partia opozycyjna SNS (Serbska Partia Postępowa), podkreślali później wielokrotnie, ze był to największy protest w Belgradzie od czasu obalenia Miloszevicia. Jego uczestnicy nieśli miedzy innymi transparenty z napisami: „Jak długo jeszcze?”, „Chcemy postępowej Serbii”. Jeden z deputowanych SNS stwierdził, że opozycja i jej zwolennicy przybyli pokazać „wyalienowanemu” rządowi, że mają dość terroru, biedy i że chcą zmiany. Liderem, który zdominował wiec, był szef SNS Tomislav Nikolić. Przemawiając do demonstrantów nawiązał do zajść w Tunezji i Egipcie, podkreślając, że nadszedł czas by rząd słuchał wyborców. Jednocześnie Nikolić odżegnywał się od chęci obalenia rządu. Stwierdził, że chce go pokonać w demokratycznych wyborach. I właśnie rozpisanie przedterminowych wyborów było głównym postulatem protestujących. Nikolić dał rządowi dwa miesiące na ogłoszenie terminu powszechnego głosowania. Zagroził, że jeśli się tak nie stanie opozycja rozpocznie permanentną akcję protestacyjną w śródmieściu Belgradu. Tymczasem kolejne wybory odbyć się powinny dopiero w 2012 roku.

Ponad 40% pensji wydawane na jedzenie

Sytuacja ekonomiczna Serbii jest zła. Co prawda w 2010 roku zanotowano wzrost gospodarczy, ale pod koniec roku doszło do jego wyraźnego spowolnienia. Styczniowy raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego pochlebnie, choć z rezerwą, odniósł się do polityki gospodarczej rządu Cvetkovicia, w tym m.in. przeznaczenia części funduszy z prywatyzacji Telekom Srbija na załatanie dziury budżetowej. W 2009 roku MFW zapowiedział udzielenie Serbii pożyczki o łącznej wartości 2,9 mld dolarów, wypłacanej w kolejnych transzach co kilka miesięcy. W zamian za nią rząd w Belgradzie zobowiązał się do reform budżetowych, w tym ograniczenia wydatków. To spowodowało z kolei trwający obecnie strajk w szkolnictwie i policji, do którego prawdopodobnie dołączy niebawem służba zdrowia. Problemy sięgają jednak znacznie głębiej. Wysoka inflacja stała się przyczyną faktycznego zubożenia Serbów w ciągu ostatnich miesięcy. Według opublikowanego ostatnio w tygodniku Politika artykułu, nie ma dziś produktu

Serbska inflacja. Zestawienie tygodnika ПОЛИТИКА: porównanie cen produktów spożywczych w supermarketach w lutym 2010 i lutym 2011 (od góry: chleb, mleko, jogurt, olej, cukier, mąka, polędwica wieprzowa, polędwica cielęca, kurczak, kawa 100g, ziemniaki, cebula, fasola, jabłka).

spożywczego, który nie zdrożałby w porównaniu do lutego zeszłego roku. Organizacje konsumenckie twierdzą, że w wyniku wzrostu cen Serbowie są aż o 60% biedniejsi niż przed rokiem, a zakupy spożywcze pożerają średnio 41% budżetu gospodarstw domowych. Do tego w styczniu miały miejsce kolejne podwyżki cen, a rząd odmówił podniesienia płac w sferze budżetowej zasłaniając się koniecznością utrzymania równowagi stanu finansów państwa. Obecnie średnia, miesięczna pensja w Serbii wynosi 390 euro (1519zł). Niestety wzrost gospodarczy, jakim cieszono się w Belgradzie w połowie minionej dekady okazał się oparty na słabych fundamentach, spowodowany w dużej mierze uzależnieniem gospodarki od zagranicznego kapitału. Pogarszająca się sytuacja ekonomiczna szybko dała o sobie znać na rynku pracy. W kwietniu 2008 bezrobocie wynosiło 13,3%, w październiku zeszłego roku już 19,2%.

Bezrobocie w Serbii w kwietniu 2008, październiku 2008 i kwietniu 2009 . Źródło: Matkovic, G.; Mijatovic, B. and Petrovic, M. (2010) Impact of the financial crisis on the labor market and living conditions outcomes. Belgrade: Center for Liberal-Democratic Studies.

Na skutek porozumień zawartych z MFW rząd stracił w dużej mierze możliwości prowadzenia niezależnej polityki fiskalnej i zmuszony był do wprowadzenia cięć w finansowaniu polityki społecznej: zwolnień wśród nauczycieli i pracowników służby zdrowia, zamknięcia szkół specjalnych dla upośledzonych dzieci, ograniczenia subwencji, rent i emerytur.

Co dalej?

Logo Serbskiej Partii Postępowej - główny motyw graficzny zeszłotygodniowego protestu w Belgradzie

Istnieje niestety ryzyko, że nawet jeśli dojdzie do przyspieszonych wyborów, to nie zagwarantują one jakiejkolwiek zmiany, nawet personalnej. Typowaną na ich zwycięzcę Serbską Partię Postępową (Srpska Napredna Stranka, SNS) stworzyli politycy, którzy w 2008 roku odeszli z Serbskiej Partii Radykalnej (Srpska Radikalna Stranka, SRS)– nacjonalistycznego, antyeuropejskiego ugrupowania odwołującego się do mitu Wielkiej Serbii. Uchodźcy z SRS starają się prezentować nową, bardziej umiarkowaną wizję polityczną: raczej prozachodnią i reformatorską. SNS nie ma jednak liczących się, potencjalnych koalicjantów. Dlatego co raz częściej mówi się o tym, że w razie wygrania przez nią wyborów dojść może do uformowania koalicji SNS z rządzącą obecnie Partią Demokratyczną (Demokratska Stranka, DS) Tadicia. Niestety może się więc okazać, że wychodzenie Serbii z kryzysu będzie długie i bolesne, a odbędzie się w asyście poszerzonej elity rządzącej. Co prawda zwykli ludzie więcej do przysłowiowego garnka nie włożą, ale za to opozycja polityczna zaspokoi głód stanowisk i powstrzyma się od zwoływania wielkich demonstracji. Chyba, że sprawy nabiorą jakiegoś innego, niespodziewanego obrotu.

Opublikowano Serbia | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Lady Gaga albańskim gołąbkiem pokoju

Albania miała być najpopularniejszym celem podróży turystów w tym roku. Po raporcie Rady Europy i zamieszkach z końca stycznia mało kto wierzy, że tak się stanie. Dlatego albański rząd postanowił przybyć z medialną odsieczą: pomysłem na wielką imprezę, która zatrze niemiłe wrażenia.

W celu ratowania nadwątlonego wizerunku Albanii na świecie Sali Berisha, premier przeciwko któremu manifestował niedawno w Tiranie wielotysięczny tłum, postawił w nowatorski sposób odwrócić uwagę swoich wyborów i zagranicy od bieżących problemów. Rozkazał ministrowi kultury zorganizować wielki koncert, w którym wzięłaby udział któraś ze światowych gwiazd popu, najchętniej Lady Gaga, Amy Winehouse lub Shakira. Pomysł Berishy jest częścią strategii przeciwdziałania spiskowcom, którzy w mniemaniu premiera chcieli 21 stycznia przeprowadzić zamach stanu. Minister do spraw integracji również otrzymał od szefa rządu zadanie: ma wyłonić komisję, która zarekomenduje wybór gwiazdy mającej uświetnić planowany „mega-koncert”. Premier zapowiedział, że w skład komisji powinno wejść „kilka młodych osób”.

W gruncie rzeczy pomysł Berishy być może nie jest tak absurdalny, jak się wydaje. Nie od dziś wiadomo, że „chleb i igrzyska” to podstawa panowania nad niejednym narodem. Premier Albanii nie byłby też pierwszym przywódcą uciekającym się do rozrywkowych gustów tłumu w celu odwrócenia jego uwagi od własnych poczynań. A pomysł być może trafi na podatny grunt: na Facebooku istnieją już co najmniej trzy strony nawołujące do sprowadzenia Lady Gagi do Albanii.

Tymczasem w sferze poważniejszej polityki Sali Berisha kontynuuje taktykę dezawuowania organizatorów styczniowych zajść. Oskarża opozycję o próbę obalenia – do spółki z prezydentem, prokuratorem generalnym, służbami specjalnymi i czwórką dziennikarzy – jego rządu. Parlament powołał komisję mającą zbadać okoliczności manifestacji, a Berisha zapowiedział finansową nagrodę dla każdego świadka, który zechce zeznawać na jego korzyść.

Jak sądzicie, czy Lady Gaga ocali tyłek premiera Albanii?

Opublikowano Albania | Otagowano , | 1 komentarz

Tunezyjskie domino sięgnęło Bałkanów?

Tak jak policja 21 stycznia rozprawiła się z manifestantami w Tiranie, nie postępuje z opozycją nawet „ostatni dyktator kontynentu” Łukaszenko. Władze Albanii podkopały swój długo i z trudem budowany stosunkowo dobry wizerunek w Unii Europejskiej.

Mimo usilnych zabiegów pijarowych, o których niedawno pisałem, ostatnie wydarzenia w Albanii raczej nie przysporzyły jej rządowi dobrej prasy na świecie. Najpierw rewelacje raportu Marty’ego dla Rady Europy, a niedługo później zamieszki w Tiranie, które szerokim echem odbiły się w Europie. Zorganizowana przez opozycję demonstracja zakończyła się wybuchem przemocy. Premier oskarżył jej organizatorów o próbę przeprowadzenia zamachu stanu „w tunezyjskim stylu”.

Co się właściwie wydarzyło?

Zwolennicy opozycji zgromadzili się przed siedzibą premiera protestując przeciwko korupcji i żądając ustąpienia rządu Saliego Berishy, który jest przez nią oskarżany o sfałszowanie wyników wyborów z 2009 roku. Do manifestacji doszło po skandalu jaki wybuchł w wyniku ujawnienia nagrania video, na którym dwóch ministrów Berishy dyskutuje nad ofertą korupcyjną. Chociaż w wyniku poruszenia, jakie nagranie wywołało wśród Albańczyków, ze stanowiska zrezygnował wicepremier (bezpośrednio zaangażowany w aferę), gest ten nie wystarczył opozycji. Świadkowie szacują, że w manifestacji, która zablokowała główną ulicę stolicy, wzięło udział 20 tysięcy osób, podczas gdy Edi Rama (lider socjalistów, głównego ugrupowania opozycyjnego w parlamencie i burmistrz Tirany) twierdzi, że tłum był dziesięciokrotnie liczniejszy. W pewnym momencie część demonstrantów (według organizatorów sprowokowana) odłączyła się od maszerujących i starła z policją używając kamieni i koktajli Mołotowa. Siły porządkowe początkowo odpowiedziały armatkami wodnymi i gazem łzawiącym, by w pewnym momencie otworzyć do demonstrantów ogień. Trzy osoby zostały zabite.

Reakcja Zachodu i kolejna demonstracja

Wiadomość o ofiarach ze zgrozą przyjęto w Brukseli. Unia wysłała do Tirany Miroslava Lajčaka (szefa departamentu do spraw Rosji, Wschodniego Partnerstwa i Bałkanów Zachodnich w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych, wcześniej przedstawiciela UE w Bośni) z zadaniem mediowania między rządem a opozycją. W spór aktywnie włączyły się też Stany Zjednoczone. Ambasador USA, Alexander Arvizu, przeprowadził kilka rozmów z Salim Berishą i Edim Ramą, zachęcając tego ostatniego do zaniechania organizacji kolejnych manifestacji. Jednak w tydzień po zajściach socjaliści zwołali następną demonstrację, tym razem mającą upamiętnić ofiary poprzedniego protestu. Na szczęście przebiegła ona bez ofiar, dzięki czemu atmosfera w Albanii uległa lekkiemu uspokojeniu. Wkrótce wydano nakazy aresztowania 6 policjantów podejrzanych o odpowiedzialność za śmierć demonstrantów.

Diagnozy

W niedzielę 30 stycznia policja poinformowała o zatrzymaniu trzech osób podejrzanych o planowanie zabójstwa lidera opozycji i organizatora marszu, Ediego Ramy. Szczegółów dotyczących zarzutów dotychczas nie ujawniono. Tymczasem w internecie pojawiły się liczne komentarze diagnozujące dramatyczny stan albańskiego państwa. Przypomniano, że trwający spór między rządem i opozycją uniemożliwił Tiranie otrzymanie w grudniu statusu kandydata do Unii Europejskiej. Jeden z blogerów podkreślił, że partie albańskie działają nie jak jednostki polityczne, ale raczej jak instytucje klanowe zakorzenione na prowincji. Kilku innych autorów albańskich blogów wyraziło niewiarę w możliwość zmiany na lepsze i ogólny brak zaufania do klasy politycznej. Jeden z nich wezwał nawet do demonstrowania przeciwko całemu establishmentowi, a nie w imieniu określonej partii. Oczywiście pojawiły się też głosy, że każdy naród ma takich przywódców na jakich zasługuje, a podziały na górze odbijają tylko podziały istniejące w społeczeństwie. Zgodnie z kalendarzem wyborczym Albańczycy powinni pójść do urn dopiero w 2013 roku.

Strony sporu:

 

Edi Rama (Socjalistyczna Paria Albanii) – lider opozycji, burmistrz Tirany

 

Sali Berisha (Demokratyczna Partia Albanii) – premier

* oskarża rząd o korupcję i fałszerstwa w czasie wyborów w lipcu 2009 roku, żąda unieważnienia ich wyników * oskarża opozycję o próbę przeprowadzenia zamachu stanu 21 stycznia 2011
* organizator styczniowych demonstracji * oskarżany o współodpowiedzialność za krach finansowy w 1997 (ustąpił wówczas ze stanowiska prezydenta)
Opublikowano Albania | 1 komentarz

Czarnogóra u bram

Bruksela sprawiła Czarnogórcom przed świętami długo wyczekiwany prezent – status kandydacki. Jakie jest jego praktyczne znacznie i czemu negocjacje członkowskie nie rozpoczną się natychmiast?

Czarnogórcy oczekiwali od dłuższego czasu przyznania ich państwu statusu kandydata do członkostwa w Unii Europejskiej. W końcu, 17 grudnia Rada Europejska zaspokoiła ich ambicje czyniąc Czarnogórę piątym krajem – kandydatem (obok Chorwacji, Islandii, Turcji i Macedonii). Zapowiedziała przy tym, że zanim podejmie negocjacje z jej rządem na temat członkostwa spełnionych musi zostać siedem warunków. Pokrywają się one z wnioskami raportu Komisji Europejskiej na temat Czarnogóry przedstawionego w ubiegłym roku. Wstępne wymogi stawiane przez Unię to: harmonizacja prawa wyborczego z konstytucją, podniesienie efektywności administracji i niezależności sądownictwa, walka z przestępczością zorganizowaną i korupcją, zwiększenie wolności mediów, rozwój współpracy władz z organizacjami pozarządowymi, zwalczanie dyskryminacji oraz znalezienie zrównoważonego rozwiązania dla obozu uchodźców na przedmieściach Podgoricy.

Unia uczy się na błędach

Obecna stanowczość Unii Europejskiej względem Bałkanów jest z jednej strony wynikiem tzw. enlargement fatigue (zmęczenia rozszerzeniem), a z drugiej niechęcią niektórych państw członkowskich do szybkiej integracji z krajami byłej Jugosławii. Zniechęcenie do przyjmowania nowych członków wynika z pewnego rozczarowania w szeregach Unii po akcesją Rumunii i Bułgarii w 2007 roku. Oba kraje wciągnięto do bloku trochę „za uszy”, co zaowocowało, jak się dziś uważa, spowolnieniem reform w obu przypadkach. Jak wiadomo, do wzbudzenia odpowiedniej motywacji konieczne jest istnienie celu – po wejściu do Unii ani Rumuni, ani Bułgarzy nie kwapią się zanadto by dogonić resztę państw członkowskich w dziedzinach, które najbardziej tego wymagają (stąd właśnie wynika między innymi ostatnia decyzja Brukseli o opóźnieniu włączenia obu krajów do strefy Schengen). Kolejnych akcesji na wyrost nie należy się dlatego w UE spodziewać. W to miejsce pojawiają się twarde warunki i uważne sprawdzanie kolejnych kandydatów. Innym czynnikiem hamującym integrację Bałkanów Zachodnich z Unią są bilateralne spory: Grecja jest nieprzejednana w kwestii macedońskiej, a Słowenia długo blokowała chorwackie negocjacji ze względu na spór graniczny. Z kolei Holandia domaga się za każdym razem, gdy mowa o Bałkanach, schwytania wszystkich zbrodniarzy wojennych jako wstępnego warunku dla rozpoczynania rozmów o członkostwie. Od kilku lat mówi się jeszcze o jednym zjawisku – Balkan fatigue, zmęczeniu Bałkanami. Po dekadzie medialnego bombardowania wiadomościami o ludobójstwach, wojnach i niepodległościowych deklaracjach społeczeństwa Europy i jej rządy nie są zainteresowane integracją z, często postrzeganymi jako rozbójnicze, krajami regionu i angażowaniem się w miejscowe waśni. Zwłaszcza, że w samej Unii kryzys narasta. Nie tylko ekonomiczny.

Konkretne zyski

Mimo odłożenia decyzji o rozpoczęciu negocjacji status kandydata wiąże się z istotnymi korzyściami dla Czarnogóry. Otwiera bowiem dostęp do dodatkowych funduszy unijnych z Instrumentu Pomocy Przedakcesyjnej (IPA). Kandydaci i potencjalni kandydaci (obecny status Bośni i Hercegowiny, Albanii, Serbii) mogą w jego ramach otrzymywać pomoc w dziedzinach rozwoju instytucjonalnego i związanych z transformacją oraz współpracy transgranicznej. Tylko państwa kandydackie mają dostęp do finansowania w obszarze rozwoju regionalnego, rozwoju zasobów ludzkich i obszarów wiejskich. Czarnogóra otrzymała więc przed świętami prezent o potencjalnie ogromnej wartości pieniężnej.

Komponenty IPA Państwa korzystające z pomocy
I - pomoc w okresie przejściowym oraz rozwój instytucjonalny
II - współpraca transgraniczna
potencjalni kandydaci i państwa kandydackie

III - rozwój regionalny

IV - rozwój zasobów ludzkich

V - rozwój obszarów wiejskich

wyłącznie państwa kandydackie

Pięć komponentów interwencji Instrumentu Pomocy Przedakcesyjnej i ich dostępność dla kandydatów i potencjalnych kandydatów do członkostwa. Na podstawie: IPA, Delegacja Komisji Europejskiej w Bośni i Hercegowinie, www.europa.ba.

Czas na zmiany

Należy pamiętać, że Czarnogóra pod względem ekonomicznym jest już jedną nogą w UE -jej oficjalną walutą jest od dawna euro (wcześniej, od 1999 była marka niemiecka). Pozostają jednak ogromne różnice w innych dziedzinach. Braki, które wytyka Czarnogórcom Komisja Europejska to niewielka kontrola parlamentu nad działaniami rządu, korupcja i brak przejrzystości na styku biznesu i polityki. W ostatnim raporcie KE uznała, że czarnogórska gospodarka nie może być jeszcze uznana za wolnorynkową. Zwróciła też uwagę na słabe funkcjonowanie rządów prawa – słabość instytucji demokratycznych oraz problemy w implementacji prawa. Po ogłoszeniu decyzji Rady Europejskiej z urzędu ustąpił premier Czarnogóry Milo Djukanović, ojciec niepodległości tego kraju, pozostający u władzy od 1991. Nowy szef rządu, Igor Luksić, zapowiedział przyspieszenie reform i skupienie na walce z korupcją. Rzeczywiście, gdyby Djukanović pozostał u władzy, pewnie byłaby ona trudna.

Opublikowano Czarnogóra | Otagowano , , , , , | 2 komentarzy

PR po albańsku

No i stało się. Chyba ostatni, spokojny kawałek europejskiego wybrzeża Morza Śródziemnomorskiego zostania niebawem najechany przez turystów. Albania zaczyna inwestować w promocję, a mi żal tych dzikich plaż, które wkrótce zaleje beton.

Na koniec roku Lonely Planet, światowy potentat na rynku przewodników turystycznych, ogłosił listę krajów najbardziej godnych odwiedzenia w 2011 roku, wykaz miejsc „must visit” dla tych, którzy sami niezbyt potrafią wymyślić sobie cel podróży. Na szczycie listy, nieoczekiwanie, znalazła się Albania. Oczywiście każdy kto był w tym kraju (zwłaszcza na Południu) wie, że to miejsce o ogromnym, niedocenionym potencjale turystycznym. Jednak dotychczas Albanię kojarzono głównie z przestępczością, zacofaniem i biedą. To, oraz szczątkowa infrastruktura, pozwalały pięknemu albańskiemu wybrzeżu spokojnie trwać dosłownie naprzeciwko przeludnionego turystami greckiego Korfu.

Mniej więcej w tym samym czasie do medialnej ofensywy promocyjnej przeszedł rząd albański. W stacji CNN pojawił się film reklamowy „Nowa śródziemnomorska miłość”. W ten sposób Albania chce pójść śladami Chorwacji i Czarnogóry, które w ubiegłych latach zainwestowały ogromne fundusze w poprawę wizerunku i promocję w obszarze turystyki wypoczynkowej. Zresztą z pozytywnym wynikiem. Problem w tym, że Albańczycy mają na świecie znacznie gorszy pijar niż ich poprzednicy z Północy. Przede wszystkim lata zupełnego odgrodzenia od świata uczyniły swoje – naród ten kojarzony jest z mafią i wyniszczeniem totalitaryzmem. Chociaż w ostatnich latach wiele się zmieniło, to jednak przeciętny Europejczyk czy Amerykanin ma z Albanią jak najgorsze skojarzenia. Idąc za radą najbardziej znanego specjalisty od marki państw Simona Anholta, że silne przekonania na temat kraju mogą być pokonane tylko przez silniejsze przekonania, Albania stawia wreszcie na pokazywanie swoich atutów.

No dobrze, więcej konkretów na koniec. Co jest do zobaczenia w Albanii? Otóż zaskakująco dużo. Od gór na wschodzie kraju i wybrzeża Jeziora Ochrydzkiego (macedońska część tego jeziora jest już bardzo popularna wśród turystów) po wyjątkowo malownicze plaże nad Morzem Jońskim. Fascynująca historia pozostawiła sporo śladów – w Tiranie, Durres, Szkodrze, Butrincie, Gjirokaster.

A tutaj trochę zdjęć z Albanii: Butrint, południowa Albania, Tirana.

Opublikowano Albania | Otagowano , , , | 3 komentarzy

Bośniacki Ikar

Skaczą z wysokości ponad dwudziestu metrów. Z kamiennego, osmańskiego mostu. W rwącą, zimną toń Neretwy. Muszą trafić w miejsce gdzie woda jest najgłębsza, lecz zagłębienie to ma zaledwie 4 metry średnicy. Do tego muszą to zrobić w pięknym stylu, bez śladu lęku. Nazywa się ich Ikari, czyli Ikarzy.

Most Stari

Ikari to coroczny konkurs skoków ze słynnego mostarskiego mostu. Mostu, który stworzył miasto. Mostu – symbolu Bałkanów i bośniackiej kultury, szczytowego osiągnięcia Złotego Wieku otomańskiej architektury. To od nazwy jego strażników (mostari) miasto zyskało swoje imię. Pewien arabski podróżnik powiedział o nim podobno: „Jechałem z daleka i zatrzymałem się pełen podziwu u bram Mostaru, gdyż zobaczyłem minarety, wysmukłe jak modlitewne głosy i most nad rzeką niczym księżyc na niebie”. Most przerzucono nad Neretwą w 1566 roku na rozkaz Sulejmana Wspaniałego. Prawdopodobnie wkrótce potem młodzi mężczyźni z okolicy zaczęli konkurować ze sobą w skokach z nowej, wspaniałej budowli. W 1664 roku turecki podróżnik Evliya Çelebi pisał już o „odważnych dzieciach” skaczących do lodowatych wód Neretwy. Tak pozostało do dnia dzisiejszego.

Herb Mostaru, źródło: WikiMedia

Herosi

Skakanie do Neretwy było długo w Mostrze rytuałem przejścia dla chłopców stających się mężczyznami. Było też manifestacją przywiązania do tradycji, pokazem kultu męskości i męskiej dominacji. Można je uznać za widowisko charakterystyczne dla bałkańskiego „machismo”. Każdy skoczek był podziwiany przez widzów, a swój „występ” poprzedzał pozdrowieniem zgromadzonych i przyjęciem odpowiedniej, posągowej postawy. Najdoskonalsi ze skaczących stawali się niemal herosami, a legenda ich osiągnięć była powtarzana przez długie lata. W czasie zawodów skoczków obserwują uważnie jurorzy, którzy oceniają trzy fragmenty występu:
- postawa i prezencja
- skok
- kontakt z wodą (rozprysk – štrap – przy zetknięciu skoczka z taflą wody powinien być jak najmniejszy)

Ikari, źródło: AFP

Na koniec przyznawane są dwie nagrody, za dwa style: skok głową i nogami w dół. Całe widowisko gromadzi co roku kilkadziesiąt tysięcy widzów. Ale skakanie do Neretwy nie ogranicza się tylko do jednego dnia w roku – chłopcy długo skaczą z niższych miejsc zanim zostaną dopuszczeni do występowania na moście. Natomiast doświadczeni Ikari skaczą podobno nawet z wyższych budynków w okolicach mostu – z dachów pobliskich domów i murów.

Zamach

W kilkusetletniej historii mostu i konkursu skoków jest jednak tragiczny wyłom. W toku wojny w Bośni, w listopadzie 1993 Chorwaci celowo zbombardowali most – symbol muzułmańskiej kultury na Bałkanach. W kraju, gdzie mosty mają szczególne symboliczne znaczenie: łączą ludzi na brzegach rwących rzek zbliżając ich do siebie (kto nie wie, czym są mosty dla Bośniaków powinien przeczytać „Most na Drinie” noblisty Ivo Andricia), zniszczenie przeprawy mostarskiej miało szczególnie dramatyczny wyraz: obrazowało ostateczne zerwanie więzi między ludźmi i zamach na wielowiekową kulturę sąsiedzkiego współistnienia. Po wojnie mostarscy mężczyźni skakali do Neretwy z innych miejsc w okolicy. Wyrwa w łuku mostu stała się znamieniem wojny odbitym w ciele miasta. Tak było przez jedenaście lat. W 2004, dzięki międzynarodowej pomocy oddano do użytku odbudowany most. (Jednak już po kilku latach zaczęto mówić o pewnych jego wadach technicznych – czyżby otomańscy budowniczowie przewyższali współczesnych inżynierów w znawstwie rzemiosła?) Uroczystemu otwarciu towarzyszyły skoki do wody. Między innymi widowiskowe skoki z pochodniami, ale też przejmujący performance nawiązujący do niedawnego konfliktu. Aby upamiętnić tych z Ikarów, którzy nie przeżyli wojny, ci z nich, którzy ją przetrwali byli wrzucani przez swoich kolegów do rzeki jak martwe ciała. Od tego dnia rytuał corocznego widowiska powrócił do podzielonego miasta. W ten sposób, dzięki pomocy zagranicy, młodzi mostarczycy mogą znowu skakać do Neretwy. Z kamiennego, osmańskiego mostu. W zimną, rwącą toń.

Moje zdjęcia z Mostaru, w tym jednego ze skaczących”Ikarów”

W tekście wykorzystałem fragment książki Bożidara Jezernika “Dzika Europa Bałkany w oczach zachodnich podróżników”.

Opublikowano Bośnia i Hercegowina | Otagowano , , , , , | 1 komentarz