Ostatni, dopiero co zażegnany, kryzys polityczny w Bośni rozpoczął się wraz z przyjęciem 13 kwietnia przez Zgromadzenie Narodowe Republiki Serbskiej (izba niższa parlamentu RS) decyzji o przeprowadzeniu referendum, które podważyć miało autorytet instytucji ogólnopaństwowych i ograniczyć ich jurysdykcję. Referendum było pomysłem Milorada Dodika, a pytania skierowane do Serbów miały być dwa: pierwsze dotyczyło tego, czy Republika Serbska powinna zaprzestać współpracy z trybunałem Bośni i Hercegowiny zajmującym się ściganiem zbrodni wojennych, drugie odnosiło się do „łamiących konstytucję” działań Wysokiego Przedstawiciela społeczności międzynarodowej w Bośni.
Klincz
Decyzja o referendum wywołała natychmiast oburzenie w Sarajewie. Bośniacy ostrzegali, że podważenie władzy jednej z instytucji federacyjnych (ogólnopaństwowych) wywoła efekt domina i demontaż państwa, co zakończy się rozpadem kraju. Valentin Inzko, Wysoki Przedstawiciel, skrytykował decyzję Serbów i określił ją jako rozpoczynanie nieodpowiedzialnego procesu wymierzonego w zasadniczy element systemu daytońskiego. Zagroził także unieważnieniem decyzji parlamentu Republiki Serbskiej jeśli jej władze same jej nie anulują. Jednocześnie Inzko ocenił, że Bośnia przechodzi najpoważniejszy kryzys polityczny od zakończenia wojny w 1995.
Strategia
Dodik nie zamierzał ustąpić. Argumentował, że trybunał ścigający zbrodniarzy wojennych dyskryminuje Serbów, o czym świadczyć ma fakt, że od początku jego działania ścigano i skazano znacznie więcej Serbów niż Chorwatów czy Bośniaków. Zresztą nie pierwszy raz urzędnicy Republiki przypuścili atak na instytucje bośniackie. Obstrukcja parlamentarna i podważanie uprawnień władz centralnych to od wielu lat stały element strategii Serbów mającej osłabić Bośnię i zapobiec tendencjom zmierzającym do zjednoczenia kraju.
Interwencja
Mimo że referendum miałoby charakter doradczy, decyzja Republiki Serbskiej wywołała burzę w kraju. Znowu Bośniacy poczuli się zagrożeni i znowu kryzys polityczny sparaliżował politykę. Sytuacji nie ułatwiał fakt, że od październikowych wyborów nie udało się dotąd wyłonić rządu centralnego. Bruksela musiała interweniować. Do Banja Luki, stolicy Republiki Serbskiej, przyjechała na bezpośrednie rozmowy z Dodikiem Catherine Ashton, szefowa europejskiej dyplomacji. Po spotkaniu, na wspólnej konferencji, obwieszczono zażegnanie kryzysu. Dodik obiecał anulowanie decyzji o referendum a Ashton zapowiedziała, że UE powoła komisję, która zajmie się oceną systemu sądownictwa w Bośni i sformułowaniem rekomendacji dla przyszłej reformy.
Mąż stanu?
Milorad Dodik jest od wielu lat czołowym politykiem Republiki Serbskiej cieszącym się niesłabnącym poparciem, można go śmiało nazwać jej liderem. Nie zagraża mu właściwie żadna licząca się siła opozycyjna. Serbowie stoją za Dodikiem murem i wierzą, że jest najlepszym obrońcą ich interesów. Dodik wydaje się znacznie lepiej rozgrywać mity narodowe niż na przykład Boris Tadić, prezydent Serbii. Mimo, że po spotkaniu z Ashton ogłoszono zażegnanie kryzysu, pierwszy tryumf brukselskiej dyplomacji i uratowanie stabilności Bośni, interpretacja nie wydaje się taka oczywista. Otóż Dodik zapewne nie porzuci swojej dotychczasowej strategii. Idea referendum powróci wcześniej czy później – to prawie pewne. Z kryzysu Bośnia nie wyszła silniejsza. Serbowie znowu przypomnieli, że z trudem tolerują wspólne państwo i zasygnalizowali, że mają instrumenty by jego
istnienie podważyć. Co więcej ich pomysł podważający powojenny porządek nie spotkał się z potępieniem, ale został poważnie potraktowany przez najwyższe władze Unii Europejskiej. Sama baronowa Ashton przybyła pertraktować z Dodikiem, w ten sposób uznając go za równoprawnego partnera. Dodik tym samym umocnił swój wizerunek męża stanu broniącego serbskich interesów. Dzisiaj niektórzy obserwatorzy sytuacji na Bałkanach zastanawiają się gdzie może go ta niezagrożona pozycja zawieść i czy jego ambicje nie sięgają poza Republikę Serbską.
Echo
Niedługo po zażegnaniu kryzysu referendalnego, 1 czerwca, główny bośniackie dziennik Dnevni Avaz doniósł o wypowiedzi Ivicy Dačicia, ministra spraw wewnętrznych Serbii, dla mediów, w której zaproponował zjednoczenie Republiki Serbskiej z Serbią i podział Kosowa między Albanię i Serbię. Gazeta określiła wypowiedź jako „skandaliczną”, ale o żadnym odwołaniu słów ze strony ministra nie było dotąd słychać. Jak widać granice na Bałkanach wciąż nie są rzeczą niepodważalną, a przyszłość Bośni pozostaje niepewna, bez względu na na małe zwycięstwa baronowej Ashton.
Przypisy
Na mocy kończących wojnę porozumień z Dayton z 1995 Bośnia i Hercegowina jest federacją podzieloną na dwie części składowe: Republikę Serbską i Federację Bośni i Hercegowiny (wspólnie zarządzanej przez Chorwatów i Bośniaków). Nad systemem politycznym Bośni i Hercegowiny nadzór sprawuje Wysoki Przedstawiciel społeczności międzynarodowej (będący równocześnie Specjalnym Przedstawicielem Unii Europejskiej), który od 1997 może dekretami ustanawiać prawo w Bośni, unieważniać decyzje demokratycznych instytucji i zwalniać urzędników państwowych. Uprawnienia te przyznano mu w celu usprawnienia działania systemu politycznego tego kraju, jednak dziś są krytykowane za niedemokratyczny charakter i brak pozytywnych, długofalowych efektów.














