Pomimo intensyfikacji spotkań między mediatorem z ramienia ONZ Matthew Nimetzem a liderami Macedonii i Grecji, nie doszło w ostatnim czasie do przełomu w kwestii sporu o nazwę tej pierwszej.
W ostatnim czasie greccy politycy oskarżają macedońskich o brak woli zakończenia negocjacji oraz otwartości na nowe propozycje ze strony Nimetza. Rzecznik prasowy Ministra Spraw Zagranicznych Grecji Grigiris Delavekouras zaznaczył w ubiegłym tygodniu, że nie widzi możliwości poprawy sytuacji dopóki nie będzie wyraźnego znaku woli przełomu ze strony Macedonii.
Spór między oboma państwami trwa już niemal dwie dekady. Grecja domaga się zmiany oficjalnej nazwy sąsiada, brzmiącej Republika Macedonii. W Atenach uważa się, że implikuje ona żądania terytorialne wobec północnej prowincji Grecji, także nazywanej Macedonią. W wyniku sporu Ateny zablokowały w 2008 roku wejście Macedonii do NATO, natomiast w zeszłym roku uniemożliwiły Skopje rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z UE.
Pozytywne zakończenie sporu wydaje się dzisiaj wyjątkowo trudne do osiągnięcia, głównie z powodu masowego zaangażowania społeczeństw, które nabrało nacjonalistycznego impetu. Jednocześnie politycy zaczęli stosować populistyczną retorykę, zapędzając się w zobowiązania i obietnice, z których trudno się wycofać. Ostatnie badania opinii publicznej pokazały, że kwestia zachowania nazwy jest dla Macedończyków priorytetowa wobec członkostwa w UE i NATO, a postrzega się ją jako narodowy obowiązek stawienia oporu greckiemu „imperializmowi”. Po drugiej stronie granicy oskarża się słowiańskich sąsiadów o chęć powoływania się na antyczną Macedonię i odtworzenia jej w starożytnych granicach.
