Tak jak policja 21 stycznia rozprawiła się z manifestantami w Tiranie, nie postępuje z opozycją nawet „ostatni dyktator kontynentu” Łukaszenko. Władze Albanii podkopały swój długo i z trudem budowany stosunkowo dobry wizerunek w Unii Europejskiej.
Mimo usilnych zabiegów pijarowych, o których niedawno pisałem, ostatnie wydarzenia w Albanii raczej nie przysporzyły jej rządowi dobrej prasy na świecie. Najpierw rewelacje raportu Marty’ego dla Rady Europy, a niedługo później zamieszki w Tiranie, które szerokim echem odbiły się w Europie. Zorganizowana przez opozycję demonstracja zakończyła się wybuchem przemocy. Premier oskarżył jej organizatorów o próbę przeprowadzenia zamachu stanu „w tunezyjskim stylu”.
Co się właściwie wydarzyło?
Zwolennicy opozycji zgromadzili się przed siedzibą premiera protestując przeciwko korupcji i żądając ustąpienia rządu Saliego Berishy, który jest przez nią oskarżany o sfałszowanie wyników wyborów z 2009 roku. Do manifestacji doszło po skandalu jaki wybuchł w wyniku ujawnienia nagrania video, na którym dwóch ministrów Berishy dyskutuje nad ofertą korupcyjną. Chociaż w wyniku poruszenia, jakie nagranie wywołało wśród Albańczyków, ze stanowiska zrezygnował wicepremier (bezpośrednio zaangażowany w aferę), gest ten nie wystarczył opozycji. Świadkowie szacują, że w manifestacji, która zablokowała główną ulicę stolicy, wzięło udział 20 tysięcy osób, podczas gdy Edi Rama (lider socjalistów, głównego ugrupowania opozycyjnego w parlamencie i burmistrz Tirany) twierdzi, że tłum był dziesięciokrotnie liczniejszy. W pewnym momencie część demonstrantów (według organizatorów sprowokowana) odłączyła się od maszerujących i starła z policją używając kamieni i koktajli Mołotowa. Siły porządkowe początkowo odpowiedziały armatkami wodnymi i gazem łzawiącym, by w pewnym momencie otworzyć do demonstrantów ogień. Trzy osoby zostały zabite.
Reakcja Zachodu i kolejna demonstracja
Wiadomość o ofiarach ze zgrozą przyjęto w Brukseli. Unia wysłała do Tirany Miroslava Lajčaka (szefa departamentu do spraw Rosji, Wschodniego Partnerstwa i Bałkanów Zachodnich w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych, wcześniej przedstawiciela UE w Bośni) z zadaniem mediowania między rządem a opozycją. W spór aktywnie włączyły się też Stany Zjednoczone. Ambasador USA, Alexander Arvizu, przeprowadził kilka rozmów z Salim Berishą i Edim Ramą, zachęcając tego ostatniego do zaniechania organizacji kolejnych manifestacji. Jednak w tydzień po zajściach socjaliści zwołali następną demonstrację, tym razem mającą upamiętnić ofiary poprzedniego protestu. Na szczęście przebiegła ona bez ofiar, dzięki czemu atmosfera w Albanii uległa lekkiemu uspokojeniu. Wkrótce wydano nakazy aresztowania 6 policjantów podejrzanych o odpowiedzialność za śmierć demonstrantów.
Diagnozy
W niedzielę 30 stycznia policja poinformowała o zatrzymaniu trzech osób podejrzanych o planowanie zabójstwa lidera opozycji i organizatora marszu, Ediego Ramy. Szczegółów dotyczących zarzutów dotychczas nie ujawniono. Tymczasem w internecie pojawiły się liczne komentarze diagnozujące dramatyczny stan albańskiego państwa. Przypomniano, że trwający spór między rządem i opozycją uniemożliwił Tiranie otrzymanie w grudniu statusu kandydata do Unii Europejskiej. Jeden z blogerów podkreślił, że partie albańskie działają nie jak jednostki polityczne, ale raczej jak instytucje klanowe zakorzenione na prowincji. Kilku innych autorów albańskich blogów wyraziło niewiarę w możliwość zmiany na lepsze i ogólny brak zaufania do klasy politycznej. Jeden z nich wezwał nawet do demonstrowania przeciwko całemu establishmentowi, a nie w imieniu określonej partii. Oczywiście pojawiły się też głosy, że każdy naród ma takich przywódców na jakich zasługuje, a podziały na górze odbijają tylko podziały istniejące w społeczeństwie. Zgodnie z kalendarzem wyborczym Albańczycy powinni pójść do urn dopiero w 2013 roku.
Strony sporu:



Pingback: Lady Gaga albańskim gołąbkiem pokoju |