
Ivo Sanader - były premier Chorwacji (2003-2009) i przewodniczący HDZ (2000-2009). Źródło: Wikimedia.
Chorwacja, po krytyce Unii Europejskiej, rozprawia się z korupcją na najwyższych szczeblach władzy. Wśród polityków popłoch. Były premier ucieka za granicę w stylu godnym scenariusza filmu sensacyjnego, a obywatele z zapartym tchem obserwują, jak ci, którzy dotychczas byli ponad prawem stają wobec prokuratorskich zarzutów. Wielu bałkańskich liderów ma się czego obawiać – chorwacki przykład źle wróży ich przyszłości.
Siwiejący mężczyzna w pośpiechu opuszcza dom. Prosi córkę by przewiozła go swoim samochodem przez granicę państwową. Musi uciekać. Jest posłem i byłym premierem Chorwacji. Właśnie dowiedział się, że prokuratura wystąpiła do parlamentu z prośbą o uchylenie jego immunitetu. Jest podejrzewany o uczestniczenie w malwersacjach finansowych na wielką skalę. Nim parlamentarzyści zagłosują nad prokuratorskim wnioskiem, auto przekroczy granicę chorwacko-słoweńską. Mężczyzna odetchnie z ulgą. To uczucie nie potrwa jednak długo. Gdy na austriackiej autostradzie zatrzyma się przy bramce płatniczej, zostanie aresztowany przez miejscową policję. Poszukiwany międzynarodowym listem gończym były premier Chorwacji (2003-2009) Ivo Sanader nie poleci, jak zapewne planował, do USA czy Londynu. Wyląduje w austriackim areszcie oczekując postępowania ekstradycyjnego.
WikiLeaks i Chorwacja
Gwoździem do trumny politycznej kariery Sanadera okazały się dyplomatyczne materiały amerykańskie ujawnione przez WikiLeaks. Według nich były premier Chorwacji miał załatwić swojemu znajomemu pokaźną pożyczkę w zamian za łapówkę. W styczniu chorwacki prokurator generalny ujawnił amerykańskim dyplomatom, że prowadzono wówczas kilka dochodzeń, których bohaterem był Sanader. Dodał przy tym, że właściwie wszystkie chorwackie firmy państwowe tonęły w malwersacjach.
We wrześniu aresztowany został bliski współpracownik Sanadera Mladen Barszić, były skarbnik partii rządzącej (HDZ) i zwierzchnik chorwackiego urzędu celnego. Jego zeznania obciążały Sanadera. Barszić między innymi wyznał policji, że przynosił byłemu premierowi walizki pełne pieniędzy. Według HRT, państwowego nadawcy telewizyjnego i radiowego, Sanader brał udział w oszustwach związanych z firmą Fimi Medija. Firma ta była swego czasu głównym zleceniobiorcą agencji rządowych w kwestiach public relations. Jednak państwowe pieniądze, które do niej kierowano wędrowały w znacznej mierze na konta polityków i prawdopodobnie pozwalały finansować np. kampanie wyborcze. Barszić twierdzi, że Sanader otrzymał tą drogą 28 mln kun. Były premier miał mieć również swój udział w wydobyciu z HEP (Hrvatska elektroprivreda), państwowej firmy energetycznej, ponad 6 mln kun. Przy tym wiele wskazuje na to, że Sanader pomógł chorwackiemu magnatowi finansowemu w otrzymaniu 4 mln marek niemieckich pożyczki w austriackim Hypo bank w zamian za łapówkę (800 tyś DM). Hypo bank, który finansował Jorga Heidera, upadł 2 lata temu, na początku kryzysu finansowego. Po jego znacjonalizowaniu wyszło na jaw wiele podejrzanych transakcji z jego udziałem, związanych z inwestycjami w Austrii, Niemczech i Chorwacji.
Javna tajna, czyli tajemnica poliszynela
O przekrętach chorwackiego premiera mówiło się od dawna, ale nic konkretnego nie udało się dotychczas udowodnić. Jego działania były w Zagrzebiu tajemnicą poliszynela, ale nieliczni Chorwaci spodziewali się szybkiego ukarania Sanadera, zwłaszcza że wielu z jego współpracowników pozostaje nadal wpływowymi politykami. Obecna premier, Jadranka Kosor, była przecież w rządzie Sanadera wicepremierem i ministrem ds rodziny, weteranów i solidarności społecznej. Gdy prokuratura zwróciła się do parlamentu o uchylenie immunitetu Sanadera były premier w ciągu kilku godzin wyjechał do Słowenii. Ponieważ ubiegł poselskie głosowanie w sprawie immunitetu, funkcjonariusze graniczni nie mieli podstaw by go zatrzymać. Wszystko wskazuje, że ktoś ostrzegł Sanadera o prokuratorskim postępowaniu. Prezydent Josipović skrytykował za to ministra spraw wewnętrznych i zażądał jego dymisji. Jak widać były premier może mieć jeszcze wielu przydatnych znajomych we władzach kraju, mimo że już w styczniu tego roku został usunięty z HDZ i występował dotąd jako poseł niezrzeszony.
Kto następny?
Nie wiadomo jak długo potrwa postępowanie ekstradycyjne. Sporo zależy od tego, czy Sanader zgodzi się na specjalną, przyspieszoną procedurę. Chorwackie media podają, że były premier, który kilka lat mieszkał w Innsbrucku, posiada austriackie obywatelstwo, co może utrudnić przebieg postępowania. Dla Bałkanów sprawa Sanadera to jednak historia niosąca pewną nadzieję na zmianę. W Czarnogórze, Serbii i Kosowie liderzy polityczni od dawna są posądzani o podejrzane kontakty ze światem biznesu, a korupcja to jeden z najpoważniejszych problemów. Wygląda na to, że UE wyciągnęła lekcję z przedwczesnego, według wielu obserwatorów, przyjęcia Bułgarii i Rumunii. Oba kraje znacznie zaniżają europejskie standardy w walce z korupcją i przestępczością. Zapewne Komisja Europejska będzie przed kolejnym rozszerzeniem (co do Chorwacji mówi się o 2012 roku) uważniej spoglądać na te kwestie. Jak zauważa The Economist, UE bywa krytykowana za niewielką skuteczność swojej soft power, ale to właśnie dzięki unijnej krytyce Chorwacja wydała wreszcie wojnę korupcji.









