Ścigany premier

Ivo Sanader - były premier Chorwacji (2003-2009) i przewodniczący HDZ (2000-2009). Źródło: Wikimedia.

Chorwacja, po krytyce Unii Europejskiej, rozprawia się z korupcją na najwyższych szczeblach władzy. Wśród polityków popłoch. Były premier ucieka za granicę w stylu godnym scenariusza filmu sensacyjnego, a obywatele z zapartym tchem obserwują, jak ci, którzy dotychczas byli ponad prawem stają wobec prokuratorskich zarzutów. Wielu bałkańskich liderów ma się czego obawiać – chorwacki przykład źle wróży ich przyszłości.

Siwiejący mężczyzna w pośpiechu opuszcza dom. Prosi córkę by przewiozła go swoim samochodem przez granicę państwową. Musi uciekać. Jest posłem i byłym premierem Chorwacji. Właśnie dowiedział się, że prokuratura wystąpiła do parlamentu z prośbą o uchylenie jego immunitetu. Jest podejrzewany o uczestniczenie w malwersacjach finansowych na wielką skalę. Nim parlamentarzyści zagłosują nad prokuratorskim wnioskiem, auto przekroczy granicę chorwacko-słoweńską. Mężczyzna odetchnie z ulgą. To uczucie nie potrwa jednak długo. Gdy na austriackiej autostradzie zatrzyma się przy bramce płatniczej, zostanie aresztowany przez miejscową policję. Poszukiwany międzynarodowym listem gończym były premier Chorwacji (2003-2009) Ivo Sanader nie poleci, jak zapewne planował, do USA czy Londynu. Wyląduje w austriackim areszcie oczekując postępowania ekstradycyjnego.

WikiLeaks i Chorwacja

Gwoździem do trumny politycznej kariery Sanadera okazały się dyplomatyczne materiały amerykańskie ujawnione przez WikiLeaks. Według nich były premier Chorwacji miał załatwić swojemu znajomemu pokaźną pożyczkę w zamian za łapówkę. W styczniu chorwacki prokurator generalny ujawnił amerykańskim dyplomatom, że prowadzono wówczas kilka dochodzeń, których bohaterem był Sanader. Dodał przy tym, że właściwie wszystkie chorwackie firmy państwowe tonęły w malwersacjach.

Spotkanie Ivo Sanadera z Georgem Bushem (2006)

We wrześniu aresztowany został bliski współpracownik Sanadera Mladen Barszić, były skarbnik partii rządzącej (HDZ) i zwierzchnik chorwackiego urzędu celnego. Jego zeznania obciążały Sanadera. Barszić między innymi wyznał policji, że przynosił byłemu premierowi walizki pełne pieniędzy. Według HRT, państwowego nadawcy telewizyjnego i radiowego, Sanader brał udział w oszustwach związanych z firmą Fimi Medija. Firma ta była swego czasu głównym zleceniobiorcą agencji rządowych w kwestiach public relations. Jednak państwowe pieniądze, które do niej kierowano wędrowały w znacznej mierze na konta polityków i prawdopodobnie pozwalały finansować np. kampanie wyborcze. Barszić twierdzi, że Sanader otrzymał tą drogą 28 mln kun. Były premier miał mieć również swój udział w wydobyciu z HEP (Hrvatska elektroprivreda), państwowej firmy energetycznej, ponad 6 mln kun. Przy tym wiele wskazuje na to, że Sanader pomógł chorwackiemu magnatowi finansowemu w otrzymaniu 4 mln marek niemieckich pożyczki w austriackim Hypo bank w zamian za łapówkę (800 tyś DM). Hypo bank, który finansował Jorga Heidera, upadł 2 lata temu, na początku kryzysu finansowego. Po jego znacjonalizowaniu wyszło na jaw wiele podejrzanych transakcji z jego udziałem, związanych z inwestycjami w Austrii, Niemczech i Chorwacji.

"ARESZTOWANY - Ivo Sanader". Źródło: HRT

Javna tajna, czyli tajemnica poliszynela

O przekrętach chorwackiego premiera mówiło się od dawna, ale nic konkretnego nie udało się dotychczas udowodnić. Jego działania były w Zagrzebiu tajemnicą poliszynela, ale nieliczni Chorwaci spodziewali się szybkiego ukarania Sanadera, zwłaszcza że wielu z jego współpracowników pozostaje nadal wpływowymi politykami. Obecna premier, Jadranka Kosor, była przecież w rządzie Sanadera wicepremierem i ministrem ds rodziny, weteranów i solidarności społecznej. Gdy prokuratura zwróciła się do parlamentu o uchylenie immunitetu Sanadera były premier w ciągu kilku godzin wyjechał do Słowenii. Ponieważ ubiegł poselskie głosowanie w sprawie immunitetu, funkcjonariusze graniczni nie mieli podstaw by go zatrzymać. Wszystko wskazuje, że ktoś ostrzegł Sanadera o prokuratorskim postępowaniu. Prezydent Josipović skrytykował za to ministra spraw wewnętrznych i zażądał jego dymisji. Jak widać były premier może mieć jeszcze wielu przydatnych znajomych we władzach kraju, mimo że już w styczniu tego roku został usunięty z HDZ i występował dotąd jako poseł niezrzeszony.

Kto następny?

Nie wiadomo jak długo potrwa postępowanie ekstradycyjne. Sporo zależy od tego, czy Sanader zgodzi się na specjalną, przyspieszoną procedurę. Chorwackie media podają, że były premier, który kilka lat mieszkał w Innsbrucku, posiada austriackie obywatelstwo, co może utrudnić przebieg postępowania. Dla Bałkanów sprawa Sanadera to jednak historia niosąca pewną nadzieję na zmianę. W Czarnogórze, Serbii i Kosowie liderzy polityczni od dawna są posądzani o podejrzane kontakty ze światem biznesu, a korupcja to jeden z najpoważniejszych problemów. Wygląda na to, że UE wyciągnęła lekcję z przedwczesnego, według wielu obserwatorów, przyjęcia Bułgarii i Rumunii. Oba kraje znacznie zaniżają europejskie standardy w walce z korupcją i przestępczością. Zapewne Komisja Europejska będzie przed kolejnym rozszerzeniem (co do Chorwacji mówi się o 2012 roku) uważniej spoglądać na te kwestie. Jak zauważa The Economist, UE bywa krytykowana za niewielką skuteczność swojej soft power, ale to właśnie dzięki unijnej krytyce Chorwacja wydała wreszcie wojnę korupcji.

Opublikowano Chorwacja | 1 komentarz

Babcia performance’u

Hołd Marinie Abramović z okazji 64 urodzin: Marina Abramović i Bałkany

Opublikowano Czarnogóra, Serbia | Dodaj komentarz

Uciekając z Bałkanów (z wizą)

W tym miesiącu Rada Unii Europejskiej zdecydowała o zwolnieniu obywateli Bośni i Hercegowiny oraz Albanii z obowiązku posiadania wiz w podróżach do krajów UE (będących w strefie Schengen). Tym samym oba państwa dołączyły do tzw. białej listy Schengen. Decyzja wejdzie w życie w połowie grudnia, rok po tym jak Serbowie, Czarnogórcy i Macedończycy otrzymali podobny przywilej. Ilość napływających w 2010 roku do UE imigrantów z tych państw przerosła wcześniejsze prognozy, dlatego kontrole bałkańskich podróżnych mają być wyjątkowo restrykcyjne.

W Szwecji w 2009 roku o azyl starało się 507 obywateli Serbii, głownie romskich rodzin. Do października tego roku z podobnym wnioskiem wystąpiło ponad 5,3 tys. imigrantów z Serbii. Wzrastająca liczba imigrantów może doprowadzić do zawieszenia ruchu bezwizowego. Zgodnie z traktatem lizbońskim Komisja Europejska może w takim wypadku wystąpić do Rady z propozycją zawieszenie decyzji znoszącej obowiązek wizowy dla przybyszów z państw bałkańskich.

Zanim jednak UE podejmie ostateczne środki spróbuje powstrzymać migrantów bardziej restrykcyjnymi kontrolami granicznymi. A będzie kogo kontrolować. W Sarajewie i Tiranie przed urzędami wydającymi nowe paszporty biometryczne uprawniające do podróżowania do UE ustawiają się codziennie kolejki interesantów. Dla wielu Bośniaków i Albańczyków decyzja Unii o zniesieniu wiz to wydarzenie, na które czekano od lat. Niestety, na rozbudzonych nadziejach bardzo łatwo skorzystać mogą oszuści. Gdy rok temu zniesiono wymóg wizowy dla obywateli Serbii i Macedonii w uboższych częściach obu krajów zaroiło się od nieuczciwych biur podróży obiecujących klientom spełnienie marzeń w państwach Europy Zachodniej. Wielu wykupujących drogie wycieczki Albańczyków i Romów (głównie oni łapali się na kłamliwe oferty) sprzedawało dorobek życia wierząc, że Unia zapewni im mieszkanie, pracę, a w najgorszym razie pomoc społeczną. Tuż po przybyciu do Belgii (najwięcej przyjechało ich do Brukseli) albo Szwecji grupowo kierowali się do miejscowych urzędów prosząc o azyl. Rządy państw członkowskich oczywiście odprawiały ich z kwitkiem. Belgowie zapłacili nawet za specjalne autokary, które odwoziły nieszczęśników do bałkańskich ojczyzn.

Wymogi wizowe w strefie Schengen (UE bez Irlandii i Wielkiej Brytanii) stan 15.12.2010. Kolor zielony - bezwizowa podróż na czas 90 dni, kolor czerwony i brązowy - konieczność posiadania wizy. Źródło: Wikimedia

Wydarzenia te uzmysławiają z jakim problemem mamy do czynienia na Bałkanach. Jest to brak wiedzy na temat Unii Europejskiej oraz wypełnienie tej luki stereotypami i fałszywymi przekonaniami. Dlatego tym razem rząd Albanii ostrzegł biura podróży przed nieuczciwymi obietnicami i zapowiedział kampanię informującą Albańczyków, co właściwie oznacza zniesienie wymogu wizowego w podróżowaniu do UE. Premier kraju zapowiedział nawet wysłanie każdej rodzinie ulotki, w której zasady ruchu bezwizowego zostaną dokładnie wyłożone.

Warto na koniec zauważyć, że pozostał tylko jeden kraj w regionie, którego obywatele potrzebują wiz jadąc do Unii – Kosowo. Utrzymanie dotychczasowych przepisów dla Kosowarów wydaje się konieczne, jeśli spojrzymy na unijne dane statystyczne dotyczące osób proszących o azyl. Albańczycy z Kosowa należą do czołówki w wielu państwach członkowskich. Ich kraj ma jednak jeszcze długą drogę do przejścia w procesie integracji europejskiej i nawet pierwszy jej szczebel, biała lista Schengen, wydaje się jeszcze odległy. Tymczasem badania opinii publicznej wśród kosowskich Albańczyków ujawniły niedawno, że aż 40% z nich wierzy, że Kosowo wejdzie do Unii Europejskiej już w 2014 roku. Obszar do edukacji jest ogromny, niestety podobnie jak potencjał zawiedzionych w przyszłości nadziei.

Opublikowano Albania, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Kosowo, Macedonia, Serbia | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Disneyland w centrum Skopje

Cztery lata temu o tej porze Hanna Gronkiewicz-Waltz kusiła wyborców fantastyczną mapą Warszawy przyszłości: z kilkoma nowymi mostami i dziesiątkami innych inwestycji. W zeszłym tygodniu, na koniec kadencji, odbyła się feta z okazji otwarcia Centrum Nauki Kopernik. I tyle. Niewiele z wizji pani prezydent ujrzymy kiedykolwiek w stolicy. Ale są miasta na świecie, gdzie z rozmachem w kilka lat przebudowuje się całe centra. Nie zawsze z przyjemnym dla oka rezultatem. Realizowany przez macedoński rząd projekt ”Skopje 2014” może pocieszyć Warszawiaków, że czasami lepiej, gdy politycy nie wdrażają swoich wizji.

Projekt „Skopje 2014” to ambitna wizja premiera Macedonii Nikoli Gruevskiego. Lider prawicowej VMRO-DPMNE (Wewnętrzna Macedońska Organizacja Rewolucyjna – Demokratyczna Partia na rzecz Macedońskiej Jedności Narodowej) postawił sobie za cel stworzenie monumentalnego, quasi-historycznego centrum stolicy kraju, mającego przypominać chwalebne chwile w historii Macedończyków i manifestować wielkość narodu. Na początku roku przedstawiono wizualizację szeregu inwestycji: pomników, cerkwi, budynków a nawet łuku triumfalnego. Tak oto wyglądać ma Skopje w 2014 roku:

Wśród uwiecznionych bohaterów narodowych jest oczywiście Aleksander Macedoński i jego ojciec Filip. Jednak twórcy projektu odwołują się również do takich postaci, jak cesarz rzymski Justynian, którego zasługą było… urodzenie się w okolicach dzisiejszego Skopje, czy władca Bułgarów Samuel Komitopul.

Częścią przedsięwzięcia jest budowa dwóch mostów dla pieszych na Wardarze, nowe fasady istniejących budynków (m.in. parlamentu), filharmonia, siedziby kilku urzędów (archiwum narodowe, czy muzeum archeologiczne, ministerstwo spraw zagranicznych, trybunał konstytucyjny), fontanny. Niektóre z inwestycji już nawet zrealizowano: należą do nich cztery monumentalne lwy przy modernistycznym moście Goce Delczewa, dwa wykonane w klasycznym stylu i dwa nieco stylizowane. Te ostatnie zyskały już miano „transformersów”.

Lew "transformers"

 

Przeciwko projektowi zaprotestowały organizacje pozarządowe i przedstawiciele świata sztuki. Jego koszt szacowany jest na około 200 mln euro, tymczasem Macedonia należy do uboższych państw na kontynencie i jeśli w dziedzinie budownictwa powinna w coś inwestować, to raczej w infrastrukturę niż drogie budynki reprezentacyjne. Obecnie Skopje nie ma nawet dobrego połączenia drogowego z Albanią i Bułgarią. Kolejnym, jeśli nie najpoważniejszym zarzutem, wobec projektu jest brak transparentności inwestycji i wysoce wątpliwa wartość estetyczna.

Władze Macedonii nie ogłosiły konkursów na przygotowanie projektów. O autorach planowanych pomników niewiele wiadomo, podobno są to osoby związane ze środowiskiem partii rządzącej. W przygotowywaniu idei przemiany miasta nie brali udział żadni uznani architekci ani planiści. Uderzający jest kontrast jaki dzieli „Skopje 2014” od poprzedniej wielkiej przebudowy macedońskiej stolicy. W roku 1963 miasto zostało nawiedzone przez potężne trzęsienie ziemi (prawie 7 stopni w skali Richtera), w którym zginęło ponad tysiąc osób, a 80% budynków zostało zniszczonych. Po katastrofie zorganizowano międzynarodowy konkurs na projekt odbudowy miasta. Wygrał go wybitny japoński architekt Kenzo Tange. Niestety tylko częściowo zrealizowano jego wizję.

Zniszczenia w centrum Skopje po trzęsieniu ziemi w 1963 roku, źródło: P.Kovacev

Projekt odbudowy Skopje autorstwa Kenzo Tange, źródło: "The Japan Architect" nr.130, May 1967

Charakterystyczne dla projektu „Skopje 2014” jest pomieszanie stylów. Właściwie tylko filharmonia ma współczesną bryłę. Reszta budynków nawiązuje do baroku, czy klasycyzmu. Historycy sztuki zwracają uwagę, że taka architektura ma niewiele wspólnego z bałkańskim kontekstem. Zarówno barok, jak i klasycyzm to style bardziej charakterystyczne dla śródziemnomorskiego świata romańskiego. Zresztą cały projekt ma więcej wspólnego z nacjonalizmem niż ze sztuką. Wygląda bardziej jak próba kompensacji stuleci, w czasie których Macedonia po prostu nie istniała jako państwo. Wizja przebudowy jest ahistoryczna, a jej pompatyczny monumentalizm narodowy anachroniczny (najlepszym przykładem łuk trumfalny).

Misko Ralev, profesor architektury w American College w Skopje, zauważył w rozmowie z Balkan Insight: „wulgarna estetyka tak zwanego [projektu] Skopje 2014, który próbuje na nowo tworzyć historię, jest tylko konsekwencją podejścia do architektury, jakie panuje w naszym kraju”. Zwrócił przy tym uwagę na otwarty w zeszłym roku dom pamięci Matki Teresy z Kalkuty (urodziła się w Skopje). Gdyby nie zwieńczenie całości krzyżem, budynek wyglądałby jak kasyno.

Muzeum Matki Teresy w Skopje (otwarte w styczniu 2009), źródło: Wikimedia

Największa macedońska mniejszość narodowa, Albańczycy, również formułuje zarzuty wobec projektu. Przedstawione w wizualizacji pomniki reprezentują wyłącznie macedońską historię i kulturę. Szczególnie nieprzyjemny jest fakt, że w planie uwzględniono wzniesienie za państwowe fundusze cerkwi prawosławnej, podczas gdy władze miasta zwlekają z odpowiedzią na złożoną w 2007 roku prośbę o pozwolenie na odbudowę meczetu Burmali (zniszczonego w latach 20. ubiegłego wieku).

Szeroki strumień krytyki popłynął przez internet. Macedońskie fora i blogi zahuczały od komentarzy (należy przyznać, że nie zawsze nieprzychylnych). Wizualizację projektu porównywano do trailera gry Cezar IV, a ktoś zauważył, że za kilka lat – dzięki stłoczeniu ogromnej ilości pomników na małej powierzchni – Skopje będzie mogło konkurować z Wyspą Wielkanocną.

Jeden z moich znajomych, artysta, gdy zobaczył wizualizację projektu powiedział: „oni muszą czuć się bardzo zagrożeni”. Być może jest to diagnoza stanu ducha, w jakim zrodziła się cała idea. Macedonia to młody kraj, niegdyś jedna z uboższych republik socjalistycznej Jugosławii. Od niemal dwudziestu lat zmagający się z Grecją a to o flagę narodową, a to o oficjalną nazwę państwa. Kilka lat temu stanął przed groźbą rozpadu wobec powstania Albańczyków. Nieraz przywoływana wizja Wielkiej Albanii zagraża integralności terytorialnej Macedonii. Przy tym Bułgarzy długo uważali języki macedoński za dialekt bułgarskiego, a Serbowie patrzyli na ten kraj jak na południowe kresy. Zagrożona tożsamość lubi wykrzykiwać radykalne hasła, czasami niestety w języku sztuki i architektury. Niestety – bo to język trwały, który może być ciężarem dla następnych pokoleń.

Opublikowano Macedonia | Dodaj komentarz

Albańskie gry polityczne

Przed każdymi wyborami w Albanii do ostatniej chwili odkładana jest debata na temat ordynacji wyborczej. Można to już dzisiaj uznać za polityczną tradycję. Zazwyczaj w roli mediatora w gorących sporach w tej sprawie występuje Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Tak będzie zapewne i tym razem.

Po każdych wyborach OBWE przedstawia szereg rekomendacji dotyczących zmian w ordynacji wyborczej. Parlamentarna debata na ich temat jest zazwyczaj długo odkładana, a uchwały zapadają w ostatniej chwili, wśród gorących sporów.

We wrześniu prezydent Albanii, Bamir Topi, ogłosił że wybory samorządowe odbędą się 8 maja przyszłego roku. I tym razem ordynacja nie jest gotowa. A główna opozycyjna Socjalistyczna Partia Albanii (PSS) Ediego Ramy zapowiedziała już, że nie pozwoli jej uchwalić dopóki nie zostanie przeprowadzone parlamentarne dochodzenie w sprawie rzekomych fałszerstw jakie miały mieć miejsce w czasie ubiegłorocznych wyborów do parlamentu. PSS chce ponownego przeliczenia kart do głosowania.

Edi Rama - lider albańskich socjalistów, już trzecią kadencję burmistrz Tirany. Źródło: Wikimedia

Rządząca Partia Demokratyczna (PD) odmawia jakichkolwiek rozmów w tej sprawie. Dzięki temu, że rząd posiada większość głosów w Centralnej Komisji Wyborczej żądania socjalistów są właściwie bez szans na realizację. Partia Berishy oferuje za to opozycji możliwość aktywnego udziału w przygotowywanym projekcie nowej ordynacji. Komentatorzy zwracają uwagę, że problem nie istniałby, gdyby politycy nie czekali z uchwaleniem odpowiednich ustaw do ostatniej chwili.

Ponadto socjaliści podkreślają, że ich zdaniem sama ordynacja nie wymaga koniecznie zmiany. To raczej jej stosowanie powinno ulec zmianie, a właściwie być zgodne z jej literą. W raporcie po ostatnich wyborach OBWE wyraziła zaniepokojenie partyjnymi podziałami w Centralnej Komisji Wyborczej. Publiczne komentarze jej członków wyraźnie zdradzały ich polityczne sympatie. Media były stronnicze i faworyzowały rządzącą partię. Rada Monitorowania Mediów również działa na rzecz dzierżących władzę polityków. OBWE skrytykowała także brak finansowej przejrzystości wyborczych budżetów.

Niestety, zamiast skupić się na przeprowadzeniu efektywnej reformy prawa wyborczego, opozycja stara się udowodnić fałszerstwa w dawno minionych wyborach. PSS zapowiedziała przeprowadzenie ulicznych protestów.

Opublikowano Albania | 1 komentarz

Jak Unia kupiła Kosovo za Mladicia, czyli zielone światło dla Serbii

W grudniu 2009 roku Belgrad złożył wniosek o członkostwo w Unii Europejskiej, co było manifestacją wizji przyszłości Serbii, jaką mają obecne władze tego kraju. Długo jednak wszelkie dążenia Belgradu do zaciśnięcia stosunków z Unią były sabotowane przez Holandię – goszczącą na swym terytorium Trybunał ONZ do spraw zbrodnii w byłej Jugosławii. Haga sprzeciwiała się jakimkolwiek zobowiązaniom Brukseli wobec Serbów bez zdecydowanych kroków władz w Belgradzie zmierzających do ujęcia wciąż poszukiwanych przez Trybunał zbrodniarzy wojennych: Ratko Mladicia i chorwackiego Serba, Gorana Hadzicia.

Do przełomu doszło w miniony wtorek (26.X), podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych państw UE w Luksemburgu. Zdecydowano w jego trakcie o przesłaniu aplikacji Serbii do Komisji Europejskiej, by mogła być tam oceniona. Decyzja była możliwa dzięki zgodzie Tadicia na wrześniową rezolucję ONZ sugerującą możliwość podjęcia przez Belgrad negocjacji z Prisztiną. Po tym ustępstwie ze strony Serbii, wspierające dotąd Holandię Niemcy i Wielka Brytania zgodziły się poprzeć serbską prośbę o członkostwo. Pod naciskami Hagi zaznaczono jednak, że wszelkie kolejne etapy zacieśniania relacji nastąpią pod warunkiem współpracy Serbów z Trybunałem.

Opozycja w Belgradzie jest zdecydowanie przeciwna ambicjom europejskim obecnego rządu. Domaga się zacieśnienia stosunków z Rosją i podkreśla, że wtorkowa decyzja Unii to nagroda dla Tadicia za posłuszne wykonywanie rozkazów „Brukseli i Waszyngtonu”.

Opublikowano Serbia | Dodaj komentarz

Raport korupcyjny Transparency International: Kosowo jak Gabon

Zajmująca się zwalczaniem korupcji organizacja Transparency International ogłosiła dzisiaj Indeks Postrzegania Korupcji 2010 – zestawienie 174 państw świata, od najbardziej przeżartych korupcją, po najmniej nią nękane.

Na najwyższym miejscu spośród państw bałkańskich uplasowała się – co nie jest żadnym zaskoczeniem – Słowenia (27). Do regionalnych prymusów można tez zaliczyć Chorwację, Macedonię (ex aequo 62) i Czarnogórę (69). Gorsza sytuacja jest już w Serbii (78) i Albanii (87). Bośnia i Hercegowina właściwie we wszystkich ekonomicznych i społecznych rankingach pozostaje dzisiaj w tyle za sąsiadami. W indeksie TI zajęła 91 miejsce, choć – podobnie jak inne państwa bałkańskie – awansowała w porównaniu z zeszłym rokiem (w 1999 miała 99 miejsce).

Najgorzej z korupcją jest w Kosowie. Ze swoim 110 miejscem w zestawieniu, najmłodsze państwo na kontynencie ustępuje w Europie jedynie Rosji (154) i Ukrainie (134), natomiast na tle świata plasuje się na równi z Gabonem, Boliwią, Beninem i Indonezją. Można się zastanawiać na ile więc wysiłki misji Unii Europejskiej „Rządy Prawa” (EULEX) przynoszą rezultaty, a na ile stają w obliczu porażki, zwłaszcza że spotykają się z rosnącą niechęcią ze strony kosowskich Albańczyków.

Tak w 2009 wyglądały protesty organizacji Vetevendosje przeciwko misji EULEX:

Gwoli ciekawości: Polska zajęła w indeksie 41 miejsce, notując poprawę w stosunku do roku poprzedniego i wypadając lepiej niż większość państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Opublikowano Albania, Bośnia i Hercegowina, Chorwacja, Czarnogóra, Kosowo, Macedonia, Serbia, Słowenia | Dodaj komentarz